Ludzka znieczulica uznawana jest niemal za jedną z chorób cywilizacyjnych, uznawanych za znak naszych czasów. Dużo mówi się o tym, że jesteśmy obojętni na ludzką krzywdę i niechętnie niesiemy pomoc obcym ludziom, nawet w sytuacjach oczywistego zagrożenia. Przeprowadzony przez Johna Darleya i Bibba Latane’a eksperyment miał na celu sprawdzenie, w jakiej sytuacji najchętniej udzielimy pomocy osobie, która zmaga się z oczywistymi problemami w miejscu publicznym.

Badani, zamknięci w osobnych kabinach, porozumiewali się ze sobą za pomocą interkomu. W rozmowie brał udział również aktor, w odpowiednim momencie udający atak epilepsji. W sytuacji, w której z „chorym” rozmawiała tylko jedna osoba, była ona bardziej skora do udzielenia pomocy.

Świadomość, że badany jest jedyna osobą, która może pomóc epileptykowi, skłoniła do podjęcia działania aż 85% ludzi, biorących udział w eksperymencie. W drugiej części eksperymentu zmieniono nieco warunki rozmowy. Brało w niej udział więcej osób, a co za tym idzie, powiększyło się grono tych, którzy słyszeli udawany atak padaczki.

Badani, świadomi, że nie są jedyną nadzieją dla „chorego”, zareagowali zaledwie w 31% przypadków. Reszta uważała, że ktoś inny może się tym zająć.